Kiedy tęsknota trwa dłużej niż miłość...

„Czasem myślę, że jeśli nie mogę mieć miłości, to przynajmniej mogę mieć tęsknotę. Tęsknota trwa dłużej niż miłość. Ale jeśli to, co nas łączyło, było prawdziwe - zastanawiam się, jaka część mnie musiałaby zostać wyrwana i wyrzucona, by mogło nam się udać”


Są takie miłości, które nigdy nie odchodzą do końca. Nie dlatego, że nie próbujemy żyć dalej, ale dlatego, że pewne osoby zostają w nas głębiej, niż jesteśmy gotowi przyznać. „Ukryte między wierszami” Julii Kohman i Żurnalisty to intymna, dojrzała rozmowa dwojga ludzi, którzy kiedyś byli razem i mimo upływu lat wciąż pozostawali dla siebie kimś wyjątkowym.

Hania i Kuba przeżyli swoją miłość. Byli blisko, tworzyli związek, mieli swoją historię, wspólne chwile i pragnienia, które na zawsze zapisały się w ich pamięci. Jednak drogi tej dwójki się rozeszły. Życie potoczyło się dalej. Pojawili się inni ludzie, inne związki, nowe doświadczenia. A jednak gdzieś pod powierzchnią codzienności pozostało coś niewytłumaczalnego. Ta nić, która sprawiała, że mimo wszystko wciąż do siebie wracali w sporadycznych spotkaniach, kilku zdawkowych rozmowach telefonicznych na przestrzeni wielu lat. 

Nie zniknęli ze swojego życia całkowicie. Utrzymywali kontakt, ale był to kontakt ostrożny, sporadyczny, pozbawiony tej głębi, którą kiedyś dzielili. Jakby oboje przez ogrom czasu omijali najważniejsze pytania, bojąc się odpowiedzi. Dopiero listy otwierają drzwi, które długo pozostawały przymknięte. W korespondencji mailowej zaczynają mówić sobie rzeczy, na które wcześniej zabrakło odwagi.

My, czytelnicy, stajemy się niemymi świadkami tej podróży w głąb ich własnej historii. Każdy kolejny list jest jak kolejna warstwa zdejmowana z przeszłości. Hania wyjechała do Nowego Jorku, a  Kuba realizuje swoją zawodową karierę w Warszawie. Fizycznie są daleko od siebie, ale emocjonalnie za sprawą tej korespondencji coraz bliżej. Wspólnie próbują zrozumieć, dlaczego mimo innych partnerów, innych wyborów i kolejnych rozdziałów życia, jakaś część ich zawsze pozostawała przy sobie.

To powieść o tym, że czasem człowiek całe życie szuka czegoś, co już kiedyś znalazł. O tym, że można kochać innych ludzi, budować nowe relacje, próbować odnaleźć szczęście, a jednak nosić w sercu jedną osobę, która pozostaje najważniejszą historią. „Ukryte między wierszami” pokazuje, że sama miłość nie zawsze wystarcza, aby być razem. Te internetowe listy nie są rozdrapywaniem starych ran. Są raczej próbą ich zrozumienia. Hania i Kuba nie wracają do przeszłości po to, by ją osądzić, ale by ją objąć ze wszystkimi błędami, niedoskonałościami i wyborami, które doprowadziły ich do miejsca, w którym są teraz.

Analizując swoje związki, rozstania i decyzje, powoli dochodzą do prawdy, której być może przez lata nie chcieli lub nie potrafili nazwać, że to właśnie siebie nawzajem kochali najmocniej. Że wszystkie późniejsze relacje były ważnymi częściami ich życia, ale żadna nie niosła w sobie tej samej siły, tej samej bliskości i tego poczucia bycia naprawdę rozumianym. Czy ta świadomość im wystarczy, by napisać wpólną historię na nowo? Tego nie zdradzę, choć w tej powieści to nie odpowiedź na to pytanie jest najważniejsza, ale sama droga do jej odnalezienia.

Dla mnie „Ukryte między wierszami”  jest jak miłosne studium przypadku, albo jak świetnie skonstruowany felieton o miłości, podzielony na odcinki i opowiedziany z dwóch perspektyw. To refleksja o bliskości, błędach, potrzebie rozmowy i o tym, jak trudno czasem znaleźć granicę między miłością a tęsknotą. O tym, czy związek na całe życie jest bezpieczną przystanią, czy czasem wymaga od nas rezygnacji z części siebie. O tym, że nie istnieje jeden model szczęścia i jedna definicja miłości.

Jest w tej historii też coś terapeutycznego. Bowiem pisanie staje się dla bohaterów sposobem na uporządkowanie emocji, odzyskanie bliskości i wypowiedzenie tego, co przez lata pozostawało niewypowiedziane. W listach są szczerzy do bólu, bardziej odsłonięci niż kiedykolwiek wcześniej.

„Ukryte między wierszami” to ciekawie napisana opowieść o uczuciu, które potrafi przetrwać zmiany, rozstania i całe lata osobnych historii. Bo czasem największą miłością naszego życia nie jest ta, która była najłatwiejsza i pozbawiona bólu. Czasem jest nią ta, która mimo upływu lat, rozstań i wielu prób odnalezienia szczęścia gdzie indziej, wciąż cicho przypomina o sobie, pozostając miejscem, do którego serce zawsze zna drogę...