Niezależność jednostki w sieci społecznych więzi
„Jak wyjść z siebie” Agaty Sikory to książka, która otwiera oczy i umysł. Czy naprawdę wszystko zależy od nas? Od naszych decyzji, chęci, determinacji i umiejętności zadbania o siebie? Czy szczęście i sukces są wyłącznie kwestią indywidualnego wyboru, a jeśli coś nam nie wychodzi, wystarczy popracować nad sobą, zmienić nastawienie i wdrożyć kilka dobrych nawyków?
Agata Sikora skutecznie rozprawia się z tymi mitami. I robi to w sposób, który zachwyca. To rewelacyjny społeczno-kulturowy esej, a może raczej błyskotliwy felieton-rzeka, napisany genialnym językiem, z erudycją, przenikliwością i odwagą stawiania niewygodnych pytań.
Od czasów studiów fascynuje mnie literatura psychologiczna i społeczna z naciskiem na literaturę, a nie pseudoporadnikowy bełkot wypełniony modnymi hasłami: „bądź sobą”, „pokochaj siebie”, „odetnij się od toksycznych ludzi”, „znajdź work-life balance”. Dlatego tę książkę czytałam z ogromną przyjemnością.
Agata Sikora proponuje coś zupełnie innego. Zamiast kolejnych recept na szczęście pokazuje nam system, w którym żyjemy. Świat podporządkowany produktywności, schematom i indywidualnej odpowiedzialności za niemal wszystko. Świat, w którym coraz częściej przekonuje się nas, że jesteśmy samowystarczalnymi jednostkami, a nasze życie zależy przede wszystkim od nas samych.
Tymczasem nie jesteśmy samotnymi wyspami. Jesteśmy częścią sieci społecznych więzi, zależymy od czasów, w których przyszło nam żyć, od polityki, rodziny, przyjaciół, współpracowników, od kultury i społecznych oczekiwań. Nasza autonomia nie istnieje w próżni. Nie wszystko możemy wybrać, nie na wszystko mamy wpływ, a sukces, szczęście czy życiowe trudności nie zawsze dają się wyjaśnić indywidualnymi predyspozycjami i staraniami.
I właśnie o tym jest ta książka. O człowieku uwikłanym w rzeczywistość, której nie da się sprowadzić do kilku motywacyjnych sloganów. O społecznych mechanizmach, które kształtują nasze myślenie, pragnienia i wybory. Ale też o tym, że nawet w świecie pełnym automatyzmów pozostaje przestrzeń na samodzielne myślenie. I że tej przestrzeni nie wolno nam utracić.
Szczególnie interesujące są dla mnie fragmenty poświęcone różnicom pokoleniowym, zmieniającym się modelom wychowania i relacjom rodzic–dziecko. Autorka przygląda się milenialsom i ich dzieciom, dzisiejszym młodym dorosłym, zestawia ich doświadczenia, wyzwania i emocjonalne bagaże, z którymi wchodzą w dorosłość.
Czy dzisiejszym pokoleniom jest łatwiej, czy trudniej? Czy jako społeczeństwo stajemy się bardziej świadomi emocjonalnie, czy może wpadamy w kolejne pułapki? Czy świat zmierza ku zagładzie, czy jednak powoli wychodzimy na emocjonalną prostą?
Gotowych odpowiedzi nie znajdziecie. I całe szczęście! Zamiast nich dostajemy coś znacznie cenniejszego: możliwość spojrzenia na własne życie z szerszej perspektywy, wyjścia poza utarte schematy i zakwestionowania tego, co często uznajemy za oczywiste.
To obszerna lektura, ale każda godzina spędzona z nią jest na wagę złota. Wymaga uwagi, zachęca do myślenia, momentami pewnie uwiera. Może też trochę zasmuca. Z drugiej strony pozwala też zobaczyć, że nasze osobiste historie są tak naprawdę częścią czegoś znacznie większego, a bycie częścią społecznej sieci daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa i spełnienia.
Bo czasem najważniejszym krokiem w rozwoju nie jest kolejna praca nad sobą, lecz wyjście poza siebie i dostrzeżenie tego, co nas kształtuje. Polecam tę błyskotliwą opowieść o ludzkiej przynależności do systemu i cenie, jaką niejednokrotnie musi zapłacić jednostka za własną autonomię.
